poniedziałek, 4 czerwca 2012

Rozdział pierwszy - Początek.


Marville jest zazwyczaj spokojnym miasteczkiem. Jednak wyróżnia się od pozostałych. Po kilku dniach, wszyscy uczniowie ze szkoły zapamiętali ten dzień, w którym pojawiła się nowa dziewczyna. Ni skąd, ni zowąd. Tak nagle. Nie należała do osób, które szybko zaprzyjaźniały się z innymi osobami. Ona była kimś innym. Kimś wyjątkowym. Przechodząc szerokim korytarzem, ludzie spoglądali na nią jakby naprawdę była jakąś istotą poza ludzką, ale jej to nie przeszkadzało. Była już do tego przyzwyczajona. Każdego dnia potrafiła zaśmiać im się w twarz i powiedzieć "Jesteście po prostu żałośni" czy "Nie wiecie z kim macie do czynienia". Kiedy wyszła ze szkoły, wciąż czuła na sobie wszystkie ich spojrzenia, ale wciąż je ignorowała. Rzucała im groźnym wzrokiem, a zarazem uśmiechała się pod nosem jakby zrobiła coś złego i sprawiało jej to wielką przyjemność. Od razu kierowała się do leśnego domku, gdzie wysłali ją rodzice. Tam mieszka od kilku lat. Mieszka w głębi lasu, gdzie każdy miałby problem z odnalezieniem jej. Niestety jej wybryki posunęły się zbyt daleko, dlatego postanowili ją tam umieścić. Od tamtego czasu każdy jej ruch jest obserwowany. Nie chcą by znów zrobiła coś głupiego.
Gdy weszła do domu, wszystko było na swoim miejscu. Dom jest niewielki. W sam raz dla dwóch czy trzech osób. Usiadła wygodnie na kanapie i rozmyślała. Po dłuższym czasie wróciła do życia i po chwili ktoś zapukał do drzwi. Proszę! - powiedziała głośnym tonem. Kiedy otworzyły się drzwi, ujrzała wysoką postać z kasztanowymi włosami. To Josh. Jej chłopak, z którym czuła się szczęśliwa. Tak naprawdę tylko on ją mógł uszczęśliwić. Przy nikim innym tak dobrze się nie czuła. Yvette z radości zerwała się z kanapy i rzuciła mu się w ramiona. Josh nie zdziwił się takiej reakcji. Dawno się nie widzieli i sam za nią tęsknił.
- Myślałam, że się już nie zobaczymy - wtuliła się w niego.
- Nie pozwolę by ktoś nas rozdzielił, nigdy. Kocham cię - wyznał po chwili i pocałował ją czule.
Czuli jak krew płynie w ich żyłach. Jak staje się coraz gorętsza, a pragnienie jeszcze większe. Ich ciała były złączone i wszystko łączyło się w jedność.
- Dwoje ludzi oddających się sobie.. Jakie to romantyczne - powiedziała ironicznie Veronica opierając się o drzwi wejściowe.
- Czego chcesz? - spytał Josh po chwili.
- Ty już wiesz czego - uśmiechnęła się uwodzicielsko.
Yvette miała jej dość. Gdziekolwiek by z nim nie była, tam też była i ona. Była o 72 lata starsza od niej. Ma 478 lat i wygląda jak dzikie zwierze, które zawsze dostaje to, czego chce.
- Veronica, daj już spokój. Jedynie kogo kocham to Yvette i nikogo więcej. Zajmij się swoimi sprawami jak zwykle lub pójdź zapolować, a nas zostaw.
Nie odpowiedziała nic na te słowa, które wypowiedział Josh, ale i tak nie poddawała się. Zawsze brała swoje sprawy w ręce i zawsze stała po stronie wygranej. Więc dlaczego teraz miałoby się to nie udać?

Ciąg dalszy nastąpi..