czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 2

Sytuacja, która odbywała się w domku Yvette, zaskoczyła ją, jak i zarówno Josha. Samantha wygląda bardziej na niewinną i bezbronną dziewczynkę niż na osobę, która jest niezwykle wszechwiedząca, a przede wszystkim na osobę, która nie czuła strachu przed niczym. - Więc, skąd wiesz o tej sytuacji? - Tak między nami.. Wiedzą o niej też inni - odpowiedziała. Ale nie wiele z nich wie. Kiedy ty ją od tego uratowałeś - zerknęła na niego po czym wzrok powrócił na nią - podobno stała tam jakaś starsza kobieta. Widziała wszystko, z stąd wiem. - A wiesz może jak wyglądała? - spytał. - Nie, nie mam pojęcia. Josh i Yvette spojrzeli na siebie.- Dobrze, więc teraz odpocznij, a później spróbujemy znaleźć Twoją rodzinę. Samantha lekko kiwnęła głową w odpowiedzi, po czym położyła się. Josh zamknął drzwi od domku i dogonił Yvette. - Coś się stało? - spojrzał na nią odgarniając jej kosmyk włosów. Była teraz przekonana, że chce mu coś powiedzieć, jednak nie mogła nic wypowiedzieć się na ten temat. Pomimo, że jest z nim miała pewną tajemnicę, lecz nie chciała żeby to się wszystko wydało. Kiedyś by to powiedziała, ale nie teraz, nie w tym momencie.. Josh spojrzał na nią tak, jakby wiedział, że coś się stało naprawdę tylko nie chciała o tym mu powiedzieć, ale czemu? - Kochanie, powiedz mi. Proszę. Spojrzała na niego wymownie. Chciała powiedzieć, ale coś ją powstrzymywało. Być może to, że gdyby mu to wyjawiła, tą prawdę, odszedłby od niej. Naprawdę zależało jej na nim, a oprócz niego nie ma za bardzo do kogo się zwrócić, bo wiedziała, że gdyby powiedziała to swojej rodzinie, pozostali by się dowiedzieli. A nie chciała rozgłosu, chciała tylko o tym zapomnieć Jednak po tym jak Samantha wspomniała o tym, czuła jak ściska jej gardło, a brzuch wprawiło ją w mrowienie.
- Nic się nie stało.
- Na pewno? - spytał mając nadzieję, że coś mu powie. Yvette, widzę, że coś jest nie tak. Proszę, nie okłamuj mnie. Chcę ci tylko pomóc.
- Wszystko jest w porządku - odpowiedziała natychmiast jakby wiedziała, że to powie. Wybacz, ale muszę iść załatwić pewną sprawę. Będę niedługo, obiecuję.
- Dobrze - odpowiedział z zawiedzioną miną. Będę czekać.
Gdy odwróciła się i szła przed siebie, nagle Josh złapał ją za rękę, po czym pocałował ją namiętnie. - Kocham cię - wyznał.
- Ja ciebie też kochanie - odpowiedziała lekko uśmiechając się do niego.
Josh lubił kiedy się uśmiechała. Wtedy przypominała mu małą dziewczynkę cieszącą się na widok nowej zabawki.
- Dobrze, a teraz naprawdę muszę już iść. Do zobaczenia - posłała mu szeroki uśmiech, a po chwili nie było po niej śladu.
Odwrócił się chcąc wrócić do domku, jednak nie wiedząc kiedy, dziewczynka stała przy drzwiach.
- Hej, już nie śpisz? Wszystko w porządku? - spytał.
Dziewczynka nie pozostawiła odpowiedzi. Podszedł do niej, przyklęknął i przytulił.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Znajdziemy twoją rodzinę.
- Nie o mnie się martw, ale o swoją kobietę. Może mieć kłopoty.
Josh spojrzał na nią nie rozumiejąc o co jej chodzi. Przecież co taka dziewczynka jak Sam, może wiedzieć co może się stać.
- Na twoim miejscu bym jej bardziej pilnowała - dodała po chwili po czym wróciła się do łóżka i zasnęła.
Co mogła mieć na myśli Samanta? Nie miał pojęcia. Po chwili ktoś zapukał do drzwi.
- W czym mogę pomóc? - spytał spoglądając na mężczyznę. Był to Markus. Należał do ich świata, pozanaturalnego. Zajmował się osobami zaginionymi, porzuconymi, bądź zabitymi. Szukał i dowiadywał się o pewnych osobach dla rodzin, które chciały dowiedzieć się co stało się z ich najbliższymi. Zdziwiło to Josha kiedy ujrzał go w drzwiach. Z Markusem znali się kilkaset lat. Pomagali sobie nawzajem kiedy były trudne czasy.
- Cześć Josh. Chciałem spytać czy wiesz może gdzie mogę ją znaleźć? - mówiąc to pokazał mu kartkę, a na niej widniał obraz dziewczynki. Podobnej do Samanthy, a może to była ona?
- Kiedy zaginęła? - dopytywał się.
- Jakieś 8 dni temu. Nikt nie może jej odnaleźć.
- A rodzina?
- Także jej szuka. Kiedy tak na nich patrzę, szkoda mi ich. Widzę jak serce im pęka kiedy z każdą sekundą, minutą, godziną czy też dniem nie mając wieści o ich córce.
- Wiesz.. Chciałbym ci pomóc, ale naprawdę nie wiem nic o niej.
- No dobrze - westchnął Markus. Miałem nadzieję, że chociaż ty będziesz coś wiedział.
- Jak będę coś wiedział to dam ci znać. Obiecuję.
Kiwnął głową na znak, że rozumie, a po chwili zamknął drzwi. Zwrócił się ku niej i spoglądał na nią. Spała. Wyglądała na tak niewinną. Nie wiedział czemu skłamał. Przecież mógł mu o tym powiedzieć, lecz coś go skłoniło do tego żeby mu nic nie mówić. Kiedy się obudzi będzie musiał z nią o tym porozmawiać. Coś było na rzeczy.
Nadchodził wieczór.
Podszedł do kominka, by go rozpalić. Samantha wciąż spała, a Emma jeszcze nie wróciła. Martwił się o nią, bo nie wiedział gdzie poszła, czy coś się jej stało. Jednak czasami wracała późno, więc nie zdziwiło go to. Usiadł na kanapie. Nie wiedząc kiedy - zasnął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz